poniedziałek, 12 lutego 2024

Recenzja Steel Panther "On The Prowl"



Powiem szczerze: obawiałem się tego krążka. Odkąd zobaczyłem chłopaków na scenie w 2022 roku, coraz mocniej zacząłem się interesować poczynaniem Steel Panther. W mojej głowie pojawiło się mnóstwo pytań. Czy są w stanie pobić dotychczasowy dorobek, czy (o zgozo!) postawić poprzeczkę wyżej od "Feel the Steel"? Odpowiedź przyszła szybko, za sprawą singli udostępnianych ma platformie YouTube. 

Zaczynamy od "Never too late (To Get Some Pussy Tonight)", które jest... typowym zagraniem Panter. Melodyjnie, fajnie i chwytliwy refren. Następnie przechodzimy to "Friends with Benefits" z klipem z mocno wyuzdanymi gwiazdami porno (jest na czym zawiesić oko). "On Your Instagram" to numer, który nie złapał mnie za pierwszym razem, ale przy kolejnych przesłuchaniach poszło gładko. Natomiast przy kolejnych przesłuchaniach okazało się, że jest fenomenalny. Naprawdę świetna ballada, opisująca fenomen tej aplikacji. "Put My Money Where Your Mouth Is" to kapitalnie rozbrykany i naładowany seksem numer. Czyste heavy metalowe szaleństwo. Najjaśniejszym punktem tego albumu jest moim zdaniem "1987". Nie słucham Steel Panther, aby się wzruszyć, ale ten kawałek autentycznie powoduje ból w sercu i łzy na poliku. Piękna nostalgiczna podróż do czasów gdzie "wszystko było lepsze”, a George Lynch był piękny i młody. Cudowna solówka Satchela na modelu gitary "1987" specjalnie przygotowanym na tę okazję. Kiedy usłyszałem "Teleporter" przez moment miałem wrażenie, że mamy następcę "Eyes of the Panther". Szybkie tempo, świetny riff pana Parrisha, prosto i do celu. Pure Heavy Metal! 

Steel Panther słynie z zapraszania gwiazd do albumów czy podczas koncertów. I tutaj nie było zaskoczenia, ponieważ choroby wenerycznej ze Steel Panther dorobił się sam Dweezil Zappa (Syn Franka Zappy) i wyrzeźbił cudowne solo. Fajnie! 

Najsłabszym punktem albumu w mojej opinii jest "Magical Vagina", które mam wrażenie, że zostało dodane na siłę. Warstwa liryczna nie jest jakoś szczególnie wyszukana, zdeczka nawet płytka. No i sam refren jest... lekko denny. Zamykające "All That and More" i "One Pump Chump" wprowadzają album ponownie na dobre tory. Metalowa krew płynie ponownie gęsto i można trząść głową. 

Jedno ciągle mnie zastanawia. Jakim cudem Michael brzmi tak dobrze? Facet ma prawie 60 lat, a zagina niejednego młodego wokalistę. Jego wysokie rejestry są naprawdę imponujące. Satch dalej trzyma kapitalny poziom jako gitarzysta, niczym George Lynch w Dokken, tworząc coraz bardziej chore solówki. Z ręką na sercu muszę przyznać, że dopiero po trzecim przesłuchaniu płyty dostrzegłem ile zajebistości się tutaj kryje. Czasami po prostu potrzeba więcej czasu na przyswojenie materiału, a ten tutaj daje dużo frajdy. Przecież Steel Panther nie wypuściłoby gniota prawda? ;)

Bart Stalowy